Od podstawówki miałam zły kontakt z rówieśnikami. Może dlatego,że ja widzę świat innymi oczami.Kiedy oni grali w gry, wychodzili na dwór, ja siedziałam w pokoju myśląc,jaką to życie daje lekcje. Nie lubię w ludziach fałszywego uśmiechu tej fałszywej dobroci,której tak naprawdę nie ma. Nie rozumiem też osób,które są zapatrzone w siebie, którym zależy tylko na markowych ubraniach,zegarkach,telefonach lub po prostu kasie. Nie lubię tego,że aby być lubianym musisz być bogaty.... musisz się wywyższać, a słabsze ogniwa po prostu niszczyć. Nie lubię tego w ludziach,że są tak ślepi,są ślepi na krzywdę innych. Nie lubię w nauczycielach,w samych dorosłych tego,że nie rozumieją,że dzieciaki też mają problemy. Dorośli myślą,że naszym jedynym zmartwieniem jest zadanie domowe,lub szkoła,która jest piekłem i to tak naprawdę ring w którym toczy się walka o przetrwanie. Otóż dzieciaki mają dużo problemów,presja jaką wywołują u nas starsi jest naprawdę ogromna. Rówieśnicy mnie nie akceptują, jestem pośmiewiskiem klasy. Często jestem gnębiony,poniżany. To naprawdę źle wpływa na psychikę rozwijającej się osoby. Mam problemy w domu,ciągłe awantury. To tym bardziej odbija się na psychice, obwiniamy wtedy siebie, że może gdybym się bardziej starał, przestał zawodzić rodziców w domu było by dobrze. Te problemy się kumulują a my nie wiemy jak dać upust emocją. Nie mamy komu o tym powiedzieć, bo przecież w dzisiejszych czasach to trudno komuś zaufać. Musimy sobie radzić z tym sami,ale to nas powoli wykańcza,więc wtedy sięgamy po żyletkę. Samookaleczanie jest złe,sama wiem z własnego doświadczenie,ale to już w innym poście. Pod wpływem tych wszystkich czynników,młoda osoba bardzo szybki i łatwo może wpaść w depresję. To wszystko tak w skrócie,dlaczego nie lubię ludzi i jak widzę świat. Dziękuję!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz